niedziela, 30 października 2016

Filmowo: Planeta Singli (2016)

Rzadko kiedy oglądam polskie komedie romantyczne. Mam wrażenie, że większość z nich jest bardzo podobna do siebie – historie miłosne wydają się podobne, a obsada często niewiele różni się między filmami. Planecie Singli postanowiłam jednak dać szansę. Lubię Macieja Stuhra, który w tym filmie gra jedną z głównych ról, a opis fabuły filmu wydał mi się całkiem ciekawy.


27-letnia Anna (Agnieszka Więdłocha) jest nauczycielką muzyki w szkole podstawowej. To typowa romantyczka, która marzy o wielkiej miłości. Ma nadzieję, że znajdzie ją przez internet, korzystając z aplikacji Planeta Singli. W wieczór walentynkowy zostaje wystawiona do wiatru przez poznanego w sieci mężczyznę, z którym umówiła się na randkę. Kiedy czeka samotnie w restauracji, do jej stolika przysiada się Tomek Wilczyński (Maciej Stuhr), prowadzący niezwykle popularny i kontrowersyjny program telewizyjny. Ich spotkanie kończy się dosyć burzliwie. Wkrótce jednak Tomek, dowiedziawszy się, iż Ania prowadzi zajęcia przy użyciu starego pianina, a na nowe nie ma funduszy, proponuje Annie pewien układ. Będzie się umawiała na randki z facetami, a potem zdając relację z ich przebiegu, będzie dostarczała materiału do programu Tomka, w którym pokaże on prawdziwą twarz facetów randkujących przez internet. Jeśli się zakocha, akcja się kończy. W zamian za to dostanie nowe pianino. Anna zgadza się na to, nie przypuszcza jednak, że uczucie może czekać tuż za rogiem.


Muszę powiedzieć, że jestem tym filmem bardzo pozytywnie zaskoczona. Oglądało się go bardzo przyjemnie. Nie jest to co prawda komedia, przy której można boki zrywać (choć był taki moment, kiedy wybuchnęłam gromkim śmiechem), to jednak nie brakuje chwil zabawnych, które potrafią rozśmieszyć, czy po prostu wywołać uśmiech. Nie jest to też taka typowa, głupiutka komedia romantyczna, bo niesie ze sobą pewne przesłanie i potrafi nawet wycisnąć łezkę z oka.


Głównym wątkiem w filmie jest Anna, jej randkowanie przy pomocy Planety Singli (która jest w zasadzie przerobionym na potrzeby filmu Tinderem) i układ z Tomkiem. Tutaj nie mam filmowi nic do zarzucenia. Jest zabawnie, ciekawie – ta historia wciąga. Anna spotyka bardzo różnych facetów, z którymi ma niezłe przejścia. Poznaje także bliżej Tomka, obydwoje zwierzają się sobie ze swojej przeszłości, rysującej się w niekoniecznie jasnych barwach. Ania postanawia dać również drugą szansę Antoniemu (Michał Czernecki), facetowi, który ją wystawił. On i jego intencje stają się zagadką, która wzbudza zainteresowanie. Czy jest szczery wobec Anny, czy coś przed nią ukrywa i chce się jedynie zabawić jej kosztem? Śledząc losy Anny, zdecydowanie nie można się nudzić.


Drugim wątkiem, nieco mniej ważnym, jest związek przyjaciółki Anny, Oli. Ola (Weronika Książkiewicz) jest żoną Bogdana (Tomasz Karolak), dyrektora w szkole Anny i macochą dla jego prawie dorosłej córki, Zośki. Zośka chce skłócić ojca z macochą. Wykorzystując aplikację Planeta Singli, stara się wmówić każdemu z nich, że to drugie szuka sobie kogoś innego w sieci.
Ten właśnie wątek niespecjalnie mi leżał i podejrzewam, że gdyby go nie było, film niewiele by na tym stracił. Niezrozumiałe są dla mnie motywacje Zośki, a próby Oli i Bogdana, by wzbudzić zazdrość tego drugiego, są nieco naciągane. Nie czułam chemii między aktorami grającymi te role. Mało tego, cały ten związek, a tym samym i wątek, wydawał mi się pozbawiony większego sensu. Dla reszty filmu warto jednak ten wątek przeboleć.


Chemii nie brakuje zaś, kiedy na ekranie pojawia się Anna, Tomek i Antoni. Więdłocha, Stuhr i Czernecki nie wcielili się w swoje role. Oni w tym filmie byli tymi postaciami i widać, że włożyli w grę aktorską całe serce. Taką właśnie grę ogląda się z prawdziwą przyjemnością.


Planeta Singli to całkiem przyjemny film o współczesnym obliczu miłości. Jest zabawnie, nieco słodko i odrobinę gorzko. Są nadzieje, rozczarowania, jest dążenie do szczęścia i jest wielka miłość. Jest wszystko, czego oczekiwać można po dobrej komedii romantycznej. Film ujął mnie także tym, że w tle przewija się piosenka Dni, których nie znamy Marka Grechuty, a końcówka filmu przynosi całkiem udaną, współczesną jej aranżację.

Na koniec dodam jeszcze, iż film oglądałam na DVD, które wydane jest z książeczką. Wewnątrz znajdziemy kadry z filmu, nieco o fabule, bohaterach, odtwórcach poszczególnych ról i twórcach filmu.




Za możliwość obejrzenia DVD z filmem dziękuję księgarni internetowej Empik.

Źródło zdjęć z filmu oraz plakatu: filmweb.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w Zaczytanej Dolinie!
Cieszę się, że tutaj zawitałeś. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad. Każdy komentarz jest dla mnie ważny i sprawia mi ogromną radość. Dzięki nim mogę również dowiedzieć się, co robię dobrze, a co źle. Nie bój się wypowiedzieć swojego zdania. :)
Ze swojej strony proszę tylko o wzajemny szacunek. :)


Żeby skomentować post, nie trzeba się logować. Zachęcam także do polubienia profilu ma facebooku i obserwowania na instagramie!