sobota, 26 listopada 2016

Love, Rosie – Cecelia Ahern

Książka Love, Rosie przeleżała na półce kilka miesięcy, czekając na chwilę, kiedy zechcę ją przeczytać. Obiecywałam sobie, że sięgnę po nią, zanim obejrzę film, który nakręcono na jej podstawie, ale tej obietnicy nie dotrzymałam. O samej powieści słyszałam wiele dobrego – że wzrusza, że to piękna historia miłosna, że naprawdę warto ją przeczytać. Co mogę powiedzieć po jej lekturze? No cóż, to będzie jedna z tych niepopularnych opinii o popularnych książkach.

Rosie i Alex znają się od dzieciństwa i od dzieciństwa są nierozłączni. Wzajemnie się wspierają i wzajemnie wpadają w tarapaty. Ich drogi rozchodzą się, kiedy pod koniec liceum Alex zmuszony jest przeprowadzić się z rodziną z Dublina do Bostonu. Mimo odległości obydwoje wytrwale podtrzymują przyjaźń. Czas mija, w ich życiach zachodzą zmiany, ale ta więź wydaje się niezmienna. Ale czy na pewno? Jedno zdarzenie każe im rozważyć, czy to nadal tylko przyjaźń, czy coś może więcej. Jak wyglądałyby ich ścieżki, gdyby pewne okoliczności ułożyły się zupełnie inaczej? Jeśli los da im jeszcze jedną szansą, czy będą mieli odwagę ją wykorzystać?

Moim błędem jest fakt, iż film obejrzałam najpierw. Gdybym sięgnęła po książkę w pierwszej kolejności, pewnie zupełnie inaczej bym na nią spojrzała. Tymczasem po filmie, w którym historia Rosie i Alexa jest opowiedziana bardzo zgrabnie, książka wydała mi się zbyt rozwleczona. Fabuła filmu jest skondensowana, natomiast książki mocno rozciągnięta w czasie. Gdyby powieść była krótsza o jakieś 200 stron, nie tylko niewiele by na tym straciła, a wręcz wiele zyskała. Niestety długość wzajemnych podchodów Rosie i Alexa tylko mnie zirytowała. Zdecydowanie jest za długo i zbyt rozwlekle, a kolejne przeszkody, jakie pojawiały się w życiu bohaterów, coraz bardziej mnie denerwowały. W końcu ile można?

Powiedzieć, że nie polubiłam głównych bohaterów, to mało. To jedna z najbardziej irytujących par literackich, jakie poznałam. Rosie to osoba, która stawia potrzeby wszystkich ponad swoje, a realizację własnych marzeń pozostawia na później. Kiedy pojawia się cień szansy, by wkroczyć na ścieżkę spełnienia marzeń, wystarczy sprzeciw bliskich, by porzucić kompletnie myśl o sobie. Przez to niewiele rzeczy naprawdę satysfakcjonuje ją w życiu. Rosie dobrowolnie przyjęła na siebie rolę męczennicy, która musi zadowolić się tym, co ma.
Alex to z kolei tchórz, który nie potrafi zawalczyć o kobietę, którą kocha. Woli godzić się na bezpieczną opcję, aliżeli zaryzykować i sięgnąć po szczęście.
Obydwoje zaś są najpierw zbyt głupi, by przyznać się przed samym sobą, że czują coś więcej, a potem zbyt ślepi, by dostrzec, że to drugie także coś czuje. Obydwoje, zamiast zawalczyć o szczęście, czekają nie wiadomo na co, a lata mijają.

Książka ma dość nietypową formę. Nie jest to jednolita opowieść, w której mamy opisy i dialogi. To zbiór listów, maili, kartek okolicznościowych, oficjalnych pism, zapisów rozmów z komunikatorów czy czata. To one składają się na opowieść o Rosie i Alex. Czytelnik nie jest świadkiem aktualnych wydarzeń. Cała powieść jest czyjąś relacją ze zdarzeń, które wydarzyły się poza czytelnikiem. Taka forma też nie do końca do mnie trafiła. Owszem, jest to coś rzadko spotykanego, jednak chyba wolałabym tradycyjną formę powieści, tym bardziej, że część z tych zapisów wydała mi się kompletnie zbędna i cała treść nie straciłaby niczego, gdyby nieco z nich wyrzucić.

Na zakończenie czekałam długo. Za długo. Z niecierpliwością przewracałam strony, zastanawiając się, kiedy wreszcie wszystko się skończy. Sam finał zaś mnie nie usatysfakcjonował. Tyle czekania, by otrzymać tak kiepski i krótki epilog? Tak jak autorka potraktowała epilog, tak powinna podejść do samej powieści – streszczać się.

Gdzieś przeczytałam, iż Love, Rosie ma wspaniałe przesłanie, że jeśli ktoś jest ci naprawdę pisany, będziecie razem, niezależnie od tego, co stanie się po drodze. Według mnie ta książka daje inną lekcję – jeśli chcesz być szczęśliwy, to nie czekaj na nic, tylko rusz tyłek i walcz o swoje szczęście, nie marnuj na czekanie czasu, który mógłbyś spędzić, będąc szczęśliwy.

Love, Rosie niestety nie ujęło mnie tak, jak tego oczekiwałam. Pozostanę przy zdaniu, że jest to jeden z tych przypadków, kiedy film jest lepszy od książkowego pierwowzoru. Czy potrafię ją polecić? Nie wiem. Wiem za to na pewno, że nie polecam sięgać najpierw po film, bo wówczas książka może rozczarować Was tak samo, jak rozczarowała mnie.
Do zaczytania,


Szczegółowe informacje:
Tytuł: "Love, Rosie"
Autor: Cecelia Ahern
Tytuł oryginalny: "Where Rainbow Ends"
Tłumaczenie: Joanna Grabarek
Wydawnictwo: Akurat
Rok wyd.: 2014
Stron: 512
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Cena okładkowa: 39,99 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w Zaczytanej Dolinie!
Cieszę się, że tutaj zawitałeś. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad. Każdy komentarz jest dla mnie ważny i sprawia mi ogromną radość. Dzięki nim mogę również dowiedzieć się, co robię dobrze, a co źle. Nie bój się wypowiedzieć swojego zdania. :)
Ze swojej strony proszę tylko o wzajemny szacunek. :)


Żeby skomentować post, nie trzeba się logować. Zachęcam także do polubienia profilu ma facebooku i obserwowania na instagramie!