środa, 23 listopada 2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko – J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne

Od chwili, gdy historia Harry'ego Pottera znalazła swoje zakończenie, minęło 9 lat. J.K. Rowling zamknęła swoją opowieść i przez długi czas zarzekała się, że kolejnych części nie będzie. Pozostawało jedynie snuć domysły, co też mogło wydarzyć się potem. Informacja o tym, iż powstanie sztuka, która kontynuuje opowieść przerwaną w epilogu Insygniów Śmierci, zelektryzowała fanów serii. Sztuka jednak trafić mogła do ograniczonego ich grona, tak więc wydano drukiem jej scenariusz. Jak na tle tej niezwykłej serii wypada Harry Potter i Przeklęte Dziecko? Czy dalsze losy legendarnego chłopca, który przeżył, są godną kontynuacją dzieła J.K. Rowling?

Albus, drugi syn sławnego Harry'ego Pottera, trafia do Hogwartu, gdzie wbrew oczekiwaniom wszystkich trafia do Slytherinu. Tam zaprzyjaźnia się ze Scorpiusem, synem Dracona Malfoya, o którym krążą nieciekawe plotki. Wkrótce okazuje się, że Albus nie najlepiej radzi sobie z nauką. Jego umiejętności, a raczej ich brak, są obiektem żartów – syn tego legendarnego Harry'ego Pottera jest takim nieudacznikiem? Chłopak jest przytłoczony rodzinnym dziedzictwem, o które nigdy się nie prosił. To rodzi niejeden konflikt. Albus ma ojcu za złe to, że jest poddawany ciągłym ocenom, i bardzo krytycznie patrzy na jego dokonania. Wkrótce postanawia naprawić, w jego ocenie, jeden z największych błędów Harry'ego Pottera.

Nie umiem powiedzieć, czy i jakie oczekiwania miałam wobec lektury Harry'ego Pottera i Przeklętego Dziecka. Domyślałam się, że czytanie scenariusza sztuki teatralnej, w którym poza dialogami mamy jedynie krótkie opisy sceny, nie będzie tym samym, co czytanie powieści, w której bogate opisy tworzą klimat opowieści. Po cichu liczyłam jednak na choć odrobinę magii, którą czułam podczas lektury każdego z siedmiu tomów serii, na coś, co mnie pozytywnie zaskoczy i w jakiś sposób oczaruje. No cóż, nie znalazłam tej odrobiny magii, nie zostałam oczarowana, nie było pozytywnego zaskoczenia. Jest rozczarowanie i niedowierzanie.

Trójka bohaterów dobrze nam znanych z serii to już nie te same osoby. Pozostały jedynie słabe echa ich dawnych osobowości. Harry stał się zgorzkniałym i przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, który gdzieś po drodze stracił zdolność odczuwania empatii. Hermiona, dawny geniusz, bez którego Harry nie przetrwałby nawet pierwszego roku w Hogwarcie, utraciła zdolność łączenia oczywistych faktów. Ron natomiast jakby cofnął się w rozwoju i stał się dyżurnym klaunem z arsenałem kiepskich żartów. Nie jestem w stanie uwierzyć, by ta trójka mogła się aż tak zmienić i już sam ten fakt sprawił, że nie potrafiłam odnaleźć się w tej rzeczywistości.

Świat, jaki w siedmiu tomach serii wykreowała J.K. Rowling, jest niezwykle złożony i dopracowany. Panują w nim jasne zasady. Te zasady w Przeklętym Dziecku często są łamane lub kompletnie ignorowane. Brakuje spójności z tym, co w całej serii stworzyła autorka. Często także brak elementarnej logiki w tym, jak poprowadzona jest fabuła. Nie chcę tutaj podawać konkretnych przykładów, bo nie chcę spoilerować, ale takie rzeczy naprawdę łatwo wyłapać. Czytając, miałam wrażenie, że ten scenariusz napisała osoba, która ma jedynie mgliste pojęcie o świecie Harry'ego Pottera. Wiele osób przyrównuje Przeklęte Dziecko do fanfiction napisanego przez nastolatkę. Trudno się z tym nie zgodzić, kiedy porówna się pewne rozwiązania fabularne ze scenariusza, które skomentować można jedynie pełnym niedowierzania pytaniem „serio?”, do sieci tajemnic i intryg, jakie zostały zbudowane w oryginalnej serii. Czuć, że Przeklęte Dziecko nie jest napisane ręką J.K. Rowling, a jest jedynie inspirowane Harrym Potterem i to inspirowane dosyć słabo. Dziwni bohaterowie, którzy są dorośli, a nie zachowują się jak na dorosłych przystało, sztywne dialogi, pokręcona i niespójna fabuła – nie jestem w stanie potraktować tej książki jako ósmy tom serii. Harry Potter i Przeklęte Dziecko jest po prostu osobnym bytem.

Fabuła sztuki w dużej mierze opiera się na gdybaniu. Poprzez działania Albusa i Scorpiusa dowiadujemy się, jak wyglądałaby rzeczywistość, gdyby pewne wydarzenia potoczyły się zupełnie inaczej. To daje nam również możliwość, by spotkać się ponownie z postaciami, z którymi wcześniej musieliśmy się pożegnać. Te gdybania wydawały mi się jednak w większości mocno naciągane. Alternatywne wizje rzeczywistości miały potencjał, nie został on jednak wykorzystany w pełni. Postacie, z którymi mamy okazję ponownie spotkać się w tych wizjach, także nie zachowują się tak, jak to pamiętamy z serii. Wydarzenia, jakie rozgrywają się aktualnie, poprzetykane są snami, które ilustrują pewne momenty z życia Harry'ego. W mojej ocenie zarówno powrót do postaci, z którymi się pożegnaliśmy, jak i te sny, miały na celu jedynie wywołanie odczucia, że sztuka jest dobra, poprzez sentyment do pierwotnej serii. Nie ze mną te numery.

Czy jestem w stanie zatem powiedzieć coś dobrego o Przeklętym Dziecku? Niewątpliwą zaletą jego formy jest fakt, iż czyta się ją bardzo szybko. Jest to lektura na zaledwie kilka godzin. Fabularnie pochwalić mogę zaś pewną przewrotną zamianę charakterów Pottera i Malfoya. W oryginalnej serii Harry Potter jest tym rozsądnym i dobrym, zaś Draco Malfoy jest tym, który nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa. To w Przeklętym Dziecku uległo odwróceniu. To Harry staje się tym mało wrażliwym na innych, a Draco jest głosem rozsądku. Podobnie ich synowie – to Albus skupiony jest na własnym nieszczęściu, a Scoripus jest tym, który go wspiera, mimo iż sam musi zmagać się z podłymi plotkami. Paradoksalnie to właśnie Malfoyowie stają się tymi, którym najbardziej się kibicuje. Pośród wielu wad ta swoista rehabilitacja rodziny Malfoyów jest największą zaletą tej sztuki.

Prawdopodobnie Harry Potter i Przeklęte Dziecko na scenie wypada lepiej, aniżeli jako sam zapis jego treści, w końcu pojawiają się żywi aktorzy, którzy swoją grą tworzą postacie, pojawiają się kostiumy, dekoracje, jakieś efekty specjalnie. Być może te pomysły, które rozczarowany mnie w suchym scenariuszu, w teatrze zyskują ciekawe oblicze. Być może... Bez tego jednak sam scenariusz jest po prostu imitacją serii o Harrym Potterze. Czy warto zatem po niego sięgać? Sądzę, że warto, chociażby po to, by wyrobić sobie własne zdanie. Pamiętać jednak należy, by nie oczekiwać od niego zbyt wiele.
Do zaczytania,


Szczegółowe informacje:
Tytuł: "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" (wydanie ilustrowane)
Autor: J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne 
Tytuł oryginalny: "Harry Potter and the Cursed Child"
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewiecz
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wyd.: 2016
Stron: 368
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 39 zł





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w Zaczytanej Dolinie!
Cieszę się, że tutaj zawitałeś. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad. Każdy komentarz jest dla mnie ważny i sprawia mi ogromną radość. Dzięki nim mogę również dowiedzieć się, co robię dobrze, a co źle. Nie bój się wypowiedzieć swojego zdania. :)
Ze swojej strony proszę tylko o wzajemny szacunek. :)


Żeby skomentować post, nie trzeba się logować. Zachęcam także do polubienia profilu ma facebooku i obserwowania na instagramie!