sobota, 2 września 2017

Pod wrażeniem: Gra o tron S07E07

Miałam ten post napisać nieco wcześniej, ale bolące plecy zniweczyły plan dłuższego siedzenia przy komputerze i pisania i dopiero dzisiaj mogę zasiąść do tekstu o ostatnim odcinku siódmego sezonu Gry o tron. Ja wiem, że emocje po nim już opadły, ale po prostu nie mogę finałowego odcinka pozostawić bez opisu wrażeń. A sporo się w nim działo – w końcu wydarzyło się parę rzeczy, na które czekałam od dłuższego czasu – i wreszcie, można powiedzieć, że miał on całkiem satysfakcjonującą długość. 😁

UWAGA, SPOILERY!
Jeśli nie oglądałeś jeszcze najnowszego odcinka Gry o tron, nie czytaj dalej.

Królewska Przystań
Trwają działania zmierzające do spotkania w sprawie rozejmu i wojny z umarłymi. Armia Daenerys gromadzi się pod murami stolicy, co obserwuje Bronn i Jaime (nie da się ukryć, że jej wojsko robi wrażenie). Tymczasem do Królewskiej Przystani zbliża się statek z Jonem, Tyrionem, Varysem, Davosem, Jorahem, Missandei i Theonem na pokładzie. Pod pokładem Ogar dogląda skrzyni z umarlakiem. Qyburn informuje Cersei o nieobecności Daenerys i przybyciu pozostałych „gości”, wraz z Jaimem i Górą udają się na spotkanie. Przed wyjściem Cersei wydaje Clegane'owi rozkaz zabicia Daenerys, Tyriona i Jona, gdyby coś poszło nie tak, czym Jaime jest najwidoczniej zniesmaczony. Ekipę Jona i Tyriona wita Bronn, który ma ich eskortować do Smoczej Jamy, towarzyszy mu wcześniej przybyła Brienne i Podrick (jak mi się spodobała ta waleczność i chęć mordu wypisana na twarzach Dothraków 😁). Mają tutaj ponowne spotkania po długim czasie niewidzenia – Tyrion cieszy się, że widzi Podricka (reakcja Bronna jak zwykle przezabawna 😁), Brienne mówi Ogarowi, że Arya ma się dobrze w Winterfell i sama potrafi się dobrze bronić (to zadowolenie Ogara po usłyszeniu tych słów było słodkie), Tyrion próbuje przekonać Bronna do przejścia na ich stronę, ale ten mówi mu, że świetnie sobie radzi sam. Po odprowadzeniu wszystkich Bronn zabiera Podricka ze sobą.
Daenerys: „Mam smoka i nie zawaham się go użyć!”
Jon i reszta oczekują w Smoczej Jamie na przybycie Cersei. Ta wkrótce pojawia się z obstawą i w towarzystwie Eurona. Jaime wymienia spojrzenia z Brienne, Cersei z Tyrionem, a Euron z Theonem. Wszyscy zajmują miejsca, brakuje tylko Daenerys. Ogar grozi Górze i opuszcza miejsce. Chwilę później słychać ryk smoków, który podrywa obecnych z miejsc. Drogon ląduje z Daenerys na grzbiecie (robi wejście nomen omen smoka 😁). Smocza Królowa zajmuje swoje miejsce (najwyraźniej zrobiła na Euronie spore wrażenie, chyba wręcz pożałował, że to nie do niej się udał 😁), Cersei zaś wytyka jej spóźnienie. Tyrion zabiega głos, ale wcina mu się Euron i jawnie kpi sobie z niego, Cersei jednak każe mu siadać (jak ja nienawidzę tej postaci, chciał zabłysnąć przed wszystkimi, a jedynie się zbłaźnił). Dopuszczony w końcu do głosu Tyrion mówi, iż dotychczasowe spory trzeba odłożyć na bok. Głos zabiera także Jon, który mówi o nadciągającej armii umarłych. Cersei widzi w tym podstęp mający na celu pozbawienie jej władzy. Tyrion ma jednak dowód na prawdziwość swoich słów. Ogar przynosi skrzynię z umarlakiem, otwiera ją i kopniakiem przewraca. Wyskakuje z niej umarlak i pędzi wprost na Cersei, zanim jednak jej dopadnie, Ogar odciąga go łańcuchem przykutym do szyi trupa. Umarlak biegnie na Sandora, ale ten przecina go na pół. To jednak nie hamuje jego zapędów, dalej stara się dorwać Ogara, który zaraz potem odcina mu rękę. Qyburn jest pod wrażeniem, aż podnosi się z miejsca i zainteresowaniem ogląda uciętą kończynę (przezabawna jest ta jego fascynacja żywymi trupami 😁). Jon pokazuje, jak można zabić umarlaka – podpala jego rękę i dźga korpus sztyletem ze smoczego szkła. Pokaz robi na wszystkich wrażenie. Dany mówi, że sama na własne oczy widziała armię umarłych, zapytana przez Jaime'a o jej liczebność, ocenia ją na sto tysięcy. To jeszcze bardziej przeraża wszystkich.
„Odważny” Euron pierwszy dał nogę 😁
Euron pyta. czy umarlaki potrafią pływać, a uzyskawszy odpowiedź, że nie, postanawia zabrać swoją flotę i wrócić na Żelazne Wyspy. Cersei zgadza się na rozejm, o ile Król Północy obieca neutralność. Jon mówi jej, że nie może się na to zgodzić, bo już przysiągł wierność Daenerys. Wobec tego Cersei odpowiada, że nie mają o czym rozmawiać i wychodzi. Odchodzącego Jaime'a zatrzymuje Brienne, prosi go, by porozmawiał z Królową i wpłynął na jej decyzję. Tyrion ma pretensje do Jona, że powiedział o przysiędze wierności. Daenerys jest wdzięczna za lojalność, ale jeśli nie uda im się zawrzeć rozejmu, Viserion zginął na darmo. Jon zdaje sobie sprawę z tego, że wierność obietnicom może go zaprowadzić tam, gdzie Neda, ale nie potrafi inaczej, bo dane słowo ma dla niego sporą wartość (chyba trudno o drugą tak honorową postać w tym uniwersum, jak Jon). W takiej sytuacji wszyscy są po prostu w dupie. Tyrion postanawia zaryzykować i porozmawiać z Cersei na osobności (kiedy to usłyszałam, zaczęłam poważnie zastanawiać się, czy Tyrion postradał w tym sezonie zmysły).
Tyrion i te jego „genialne” pomysły
Przed komnatą Cersei Tyrion spotyka Jaime'a. Próbował rozmawiać z siostrą, ale ta go nie słuchała i wyrzuciła za drzwi. Cersei jest zła, oskarża Tyriona o to, że robi wszystko, by zniszczyć ich rodzinę, na co ten odpowiada, że tylko dzięki niemu Daenerys postanowiła rozmawiać, a nie palić stolicę. Oskarżenia padają dalej – zabijając Tywina przyczynił się poniekąd do śmierci Myrcelli i Tommena, bo pozbawił ich obrońcy (o ile jakąś winę w stosunku do Myrcelli Tyrion ponosi, w końcu to on wysłał ją do Dorne, o tyle śmierć Tommena to w ogromnej mierze wina Cersei, w końcu chłopak zabił się z rozpaczy za Margaery, którą zabiła jego ukochana matka – swojej winy w tym wszystkim Cersei już nie zauważa). Nie zamierza go dłużej słuchać. Tyrion prowokuje ją, mówiąc, że skoro tak niszczy rodzinę, to niech Cersei go zabije (i znowu super genialny pomysł). Pełna napięcia chwila mija, kiedy Cersei rezygnuje z wydania rozkazu (byłam w autentycznym szoku – czyżby zachowały się w niej ludzkie uczucia?). Tyrion aż musi zapić ten stres. Zapewnia siostrę, że kochał jej dzieci. Ta pyta go, czego oczekuje i dlaczego popiera Daenerys. Tyrion wierzy w lepszą przyszłość, którą mogą zapewnić jej rządy. Cersei ma gdzieś przyszłość innych, dla niej liczy się tylko rodzina. Tyrion uświadamia sobie, że siostra jest w ciąży.
W Smoczej Jamie Jon rozmawia z Daenerys. Snow jest zły na siebie. Dany opowiada o smokach żyjących niegdyś w tym miejscu i swoim rodzie, który powoli upadał tak, jak marniały smoki. Bez nich Targaryenowie nie byli już wyjątkowi. Jon mówi jej, że jest wyjątkowa, a jej ród za jej sprawą nadal trwa. Dany mówi, że nie może mieć dzieci, a zapytana o źródło tych informacji, mówi o wiedźmie, która zabiła jej męża. Jon sugeruje, że nie jest to zbyt pewne źródło (przychylam się do tej teorii, że nie bez powodu twórcy serialu tyle ostatnio wspominają o niemożności posiadania dzieci przez Daenerys, coś tutaj ewidentnie z tego wyniknie). Oboje zastanawiają się, co dalej. Ich rozmowę przerywa nadejście Tyriona.
Cersei powraca. Postanawia poprzeć Jona w walce z Innymi i wysłać swoje wojska. Robi to bez żadnej gwarancji czy obietnicy z ich strony. Liczy tylko na to, że po wojnie będą pamiętali o tym, że im pomogła. Zarządza zwołanie chorążych (byłam w szoku, że Tyrionowi udało się przemówić do rozumu tej upartej oślicy).
Jaime omawia strategię z chorążymi Lannisterów, ale ich spotkanie przerywa Cersei. Pyta brata, co ten robi i stwierdza, że zawsze był najgłupszym z Lannisterów. Dziwi mu się, że chce stanąć do walki po stronie Starków i Targaryenów, którzy występują przeciwko Lannisterom. Jaime mówi, że przecież obiecała pomóc, na co ona odpowiada, że dla dobra rodziny zrobi wszystko, nawet złamie obietnice. Jaime dziwi się jej postawie, w końcu widziała, co na nich idzie, ale Cersei woli zostawić walkę o śmierć i życie Północy, sama zaś zamierza przetrwać z dala od niej. Dla niej liczy się to, że ich dziecko zasiądzie na Żelaznym Tronie. Jaime próbuje przemówić jej do rozsądku, bo ktokolwiek wygra na Północy – czy umarli, czy żywi, których zdradzą – przyjdzie potem po nich i wszystkich ich wybije. Kiedy to nie skutkuje, próbuje uświadomić jej, że nie pokonają smoków, ale to zagrożenie Cersei również lekceważy, zauważając, iż coś musiało stać się z jednym ze smoków. Planuje wykorzystać zasoby Żelaznego Banku i kupić najemników, którzy będą dla nich walczyć, przywieźć ich zaś do Westeros ma Euron, który na spotkaniu odegrał szopkę, iż ucieka. Oboje oskarżają się wzajemnie o spiski.
Wreszcie Jaime poszedł po rozum do głowy
Jaime mówi siostrze, że obiecał pojechać na Północ i słowa dotrzyma, a ona odpowiada mu, że uzna to za zdradę. Ten już ma odejść, ale drogę zastępuje mu Góra. Jaime pyta, czy teraz Cersei rozkaże mu go zabić, i mówi, że tylko on jej został, co ona ripostuje, iż będzie jeszcze jedno. Jaime każe jej wydać rozkaz, Cersei skina głową, a Góra wyciąga miecz. Rodzeństwo mierzy się wzrokiem, aż Królobójca mówi siostrze, że jej nie wierzy i odchodzi (Jak mnie cieszy, że w końcu, po tylu przykładach na to, że Cersei jest zepsuta do szpiku kości, Jaime wreszcie poszedł po rozum do głowy i zostawił ją w cholerę. W końcu wylazł spod jej pantofla.).
Potem widzimy, jak Jaime, już bez zbroi Lannisterskiej, wyrusza na Północ, a w Królewskiej Przystani zaczyna padać śnieg.

Winterfell
Sansa rozmawia z Littefingerem. Do Winterfell dotarła wiadomość od Jona, w której pisze o tym, że przysiągł wierność Daenerys Targaryen. Sansa jest niezadowolona, że podjął tak ważną decyzję bez konsultacji z nią.
Moja reakcja na knowania Littlefingera
Baelish sugeruje, że być może planem Snowa jest sojusz przez małżeństwo. Podsuwa Sansie pomysł, by odwołać Jona z rangi Króla Północy, ale ta mówi, że Arya nigdy by na to nie pozwoliła i zabije każdego, kto go zdradzi. Petyr pyta ją, czy mogłaby zabić również swoją siostrę. Rozmawiają o tym, że stała się ona Człowiekiem Bez Twarzy. Sansa pyta o cel Aryi, a Baelish wykorzystuje to, by podsunąć jej myśl, że siostra przybyła do Winterfell, by zabić ją i zająć jej miejsce (naprawdę uwierzyłam w to, że Littlefinger tak zmanipulował Sansę, że ta tańczy dokładnie tak, jak ten jej zagra i to mnie strasznie wkurzyło, że Sansa jest tak naiwna).
Sansa każe przyprowadzić Aryę do Wielkiej Sali. Na Sali obecni są rycerze, w tym Yohn Royce, przy stole siedzi Sansa z Branem, jest obecny także maester i Littlefinger.
To oskarżenie zszokowało chyba każdego
Arya staje na środku i pyta, czy siostra naprawdę chce to zrobić. Sansa odpowiada jej, że musi, bo tego wymaga honor, by broniła rodzinę przed tymi, którzy chcą ją skrzywidzić. Oskarżenie o morderstwo i zdradę kieruje do Littlefingera, który jest tym kompletnie zaskoczony (ukłany dla Aidana Gillena za odegranie tego zaskoczenia). Arya z zadowoleniem obserwuje jego reakcję. Littlefinger postanawia grać głupiego i udaje, że nie rozumie, o co chodzi. Sansa tłumaczy zatem, że zamordował Lysę Arryn, spiskował z nią, by zabić Jona Arryna, kazał jej wysłać do siostry kłamliwy list, który zapoczątkował konflikt między Starkami a Lannisterami, spiskował z Cersei i Joffreyem, by zabić Neda. Littlefinger odpiera wszystkie zarzuty, tłumaczy się z nich i mówi, że nie ma świadków, by dopuścił się tych przestępstw. Wtedy Bran mówi, że Baelish przyłożył Nedowi nóż do gardła i stwierdził, że nie powinien mu ufać. Arya dodaje, że skłamał, i sztylet, którym próbowano zabić Brana, należy do Tyriona. Petry podchodzi do Sansy i mówi jej, że starał się ją ochronić, a ta pyta, czy robił to, sprzedając ją Boltonom. Wytyka mu, że od zawsze stara się skłócić ze sobą ludzi – Lysę z Catelyn i Sansę z Aryą. Podsumowuje to słowami, iż uczy się i wyciąga wnioski, choć nie robi tego zbyt szybko. Littlefinger stara się znaleźć dla siebie jakiś ratunek.
Wreszcie Littlefinger dostał to, na co zasłużył
Rozkazuje Royce'owi odeskortować go do Doliny, ale ten odmawia, pada na kolana, zaczyna płakać i błaga o litość, mówi, że kochał jej matkę i kochał Sansę, ale ta wytyka mu, że mimo to obie je zdradził. Sansa dziękuje mu za lekcje, jakich jej udzielił i daje znak Aryi, która podchodzi do Littlefinger i szybkim cięciem podrzyna mu gardło. Baelish umiera. Sansa patrzy na to, a z jej oczu płyną łzy (Ta scena to był jeden z lepszych plot twistów w całym serialu, bo pokazuje, jak twórcy wywiedli w pole widzów, każąc im wierzyć w to, że Starkówny dają się Littlefingerowi wodzić za nos i między naprawdę powstaje konflikt, który może skutkować śmiercią jednej z nich. Nie ukrywam, że śmierć Baelisha była jedną z bardziej satysfakcjonujących w całym serialu.).

Siostry Stark stoją na murach Winterfell. Arya pyta, jak Sansa się czuje, a ta odpowiada, że dziwnie, bo na swój okrutny sposób Littlefinger ją kochał. Arya mówi jej, że postąpiła słusznie, a kiedy ta zaprzecza, oświadcza jej, że ona tylko wykonała wyrok, który starsza z sióstr wydała i przyznaje, że Sansa jest panią Winterfell. Zapytana, czy jej to przeszkadza, Arya odpowiada, że starsza siostra zawsze lepiej się do tego nadawała i przyznaje, że nie wytrzymałaby tego, co ta musiała przejść, by znaleźć się w tym miejscu. Sansa mówi, że to nieprawda, bo Arya jest najsilniejszą osobą, jaką zna. Młodsza Starkówna stwierdza, że to najmilsza rzecz, jaką usłyszała od siostry, ale Sansa ripostuje to słowami, by się nie przyzwyczajała, bo nadaj jest dziwna i irytująca. Obie cytują słowa Neda, strasznie za nim tęsknią (dobrze widzieć, że topór wojenny został zakopany i zapanował między nimi spokój).
Bran siedzi przy czardrzewie i obserwuje sytuację za Murem.

Smocza Skała
Jon i Daenerys wraz z innymi planują kolejne posunięcia. Dothrakowie mają dotrzeć do Winterfell Królewskim Traktem, a Nieskalani popłynąć z Daenerys i Jonem do Białego Portu, gdzie spotkają się z Dothrakami i wyruszą dalej razem. Jorah sugeruje, że Dany powinna polecieć do Winterfell na smoku, bo Północ jest pełna jej przeciwników, którzy mogą jej zagrozić. Jon sugeruje, że jeśli Północ ma w niej zobaczyć sojuszniczkę, powinni podróżować wspólnie, by ludzie mogli zobaczyć, że Król Północy jej ufa. Daenerys przystaje na propozycję Jona (umacnia się jego pozycja jako doradcy Smoczej Królowej i trochę żal patrzeć, że ci, którzy stali przy niej przez tyle czasu, zostają odsunięci na boczny tor).
W sali tronowej Theon prosi Jona o rozmowę. Theon podziwia prawdomówność Jona podczas rozmów z Cersei. Uważa, że Jon od zawsze postępował słusznie. Jon mówi, że to nieprawda, bo zrobił wiele rzeczy, których żałuje, co Greyjoy komentuje słowami, że nie w porównaniu z nim. Theon twierdzi, że zawsze chciał postępować słusznie, ale to było trudne w obliczu jego wewnętrznego rozdarcia między Starkami a Greyjoyami. Jon mówi mu, że Ned był jego ojcem bardziej, niż Balon i choć zdradził pamięć Neda, nie stracił go jako ojca. Wybacza mu to, co zrobił i mówi, że nie musi wybierać, kim ma być, bo jest zarówno Greyjoyem, jak i Starkiem. Theon mówi, że Yara jako jedyna przybyła mu z pomocą, gdy Ramsay go więził i teraz siostra go potrzebuje. Jon pyta go, co w takim razie jeszcze tutaj robi i odchodzi (wreszcie coś może ruszyć się w wątku Yary, bo przez ostatnie odcinki można było odnieść wrażenie, że zapomniano o niej kompletnie).
Na plaży Żelaźni Ludzie pakują swoje rzeczy do łodzi. Theon przychodzi do nich i mówi, że dla Yary wyruszyli z Żelanych Wysk i ona nigdy nie zostawiłaby żadnego z nich w potrzebie. Jeden z nich (kompletnie nie mam pojęcia, jak ma na imię) twierdzi, że Yara nie żyje, a nawet jeśli żyje, to i tak jest już martwa i wytyka Theonowi, że ją zostawił. Ich planem jest ucieczka na jakąś wyspę i przejęcie jej oraz jej bogactw. Greyjoy mówi, że Yara zakazała napadania na ludzi i że muszą wyruszyć jej z pomocą. Zostaje za to opluty, wyzwany i uderzony. Rozpoczyna się bójka. Theon zostaje kopnięty w krocze, ale po wykastrowaniu nie robi to na nim wrażenia.
Tak mogłaby wyglądać reakcja Theona na kopnięcie w krocze
Choć sam jest mocno pobity, udaje mu się zwyciężyć. Żelaźni ludzie wyruszają na pomoc Yarze (wreszcie Theon zachował się przyzwoicie, ale z entuzjazmem poczekam, bo skoro zdarzyło mu się zdradzić ludzi z tchórzostwa, to nie wiadomo, czy tym razem zaryzykuje dla niej życie).

Bran i Sam/ Jon i Daenerys
Do Winterfell przybywa Sam Tarly. Udaje się do komnaty Brana. Kiedy widzieli się po raz pierwszy i ostatni, Sam uciekał zza Muru, a Bran wyruszał za Mur. Tarly jest ciekawy, co tam się wydarzyło, więc Stark mówi mu, że stał się Trójoką Wroną. Sam jest zdziwiony, a po chwili przyznaje, że nie ma pojęcia, co to znaczy (przezabawne było to jego „oh” 😂). Bran tłumaczy mu, że widzisz wszystko, co wydarzyło się i co dzieje się na świecie, a potem pyta o cel przyjazdu Sama. Tarly mówi mu, że chce pomóc Jonowi, a Stark mówi mu, że Jon zmierza właśnie na Północ z Daenerys Targaryen. Sam pyta, czy widział to w wizji, a Bran pokazuje mu list (kolejna przezabawna sytuacja 😂). Mówi także, że Jon musi poznać prawdę o sobie – jest synem Rhaegara Targaryena i Lyanny Stark, a jako bękart narodzony w Dorne, powinien nosić nazwisko Sand. Sam mówi mu, że w Cytadeli przepisywał zapiski Wielkiego Septona, który unieważnił małżeństwo Rhaeraga z Ellią Martell i potajemnie udzielił mu ślubu w Dorne. Pyta Brana, czy może zobaczyć tę chwilę i momentalnie Bran widzi zaślubiny Rhaegara i Lyanny (Nie podoba mi się to, że zrobili go aż tak podobnym do Viserysa. Ja wiem, to bracia, więc nic w tym dziwnego, ale Viserys był totalnym dupkiem i to jakoś tak popsuł odbiór tej sceny.). Komentuje, że rebelia Roberta powstała przez kłamstwo. W tę scenę zostaje wplecione ujęcie Jona pukającego do kajuty Daenerys. Bran w tle mówi „on ją kochał”. Dany otwiera drzwi i słychać „a ona kochała jego”. Wpuszcza Jona do środka i zamykają drzwi.
Daenerys i Jon... Wreszcie! 💕
Zajście to obserwuje Tyrion, minę ma nietęgą. Ponownie następuje zmiana scenerii, Bran obserwuje, jak Lyanna zdradza Nedowi na łożu śmierci imię dziecka – to Aegon Targaryen – i mówi, że musi go chronić (To imię to jest niezły news, ale zastanawiająca jest jedna rzecz. z Ellią Rhaegar również miał syna, który otrzymał imię Aegon. Czemu jego dwaj synowie dostali to samo imię?). W kolejnym ujęciu Jon i Daenerys leżą nago w łóżku i całują się namiętnie (ach, czekałam na ten moment, choć miałam nadzieję, że pokażą też ich pierwszy pocałunek, zanim jeszcze zaczęły spadać ubrania). W tle słychać Brana, który mówi, że Jon nigdy nie był bękartem i jest prawowitym dziedzicem Żelaznego Tronu. Ostatnim ujęciem jest Tyrion, który odchodzi zrezygnowany, w tle słychać słowa, że Jon musi się tego dowiedzieć (Zastanawia mnie ta reakcja Tyriona. O co mu chodzi? Czyżby o to, że intymny związek skomplikuje sytuację Dany?).

Wschodnia Strażnica
Tormund i Beric obserwują Północ z Muru. Nagle zauważają, że z lasu wyłaniają się Inni wraz z armią umarłych.
Ja podczas ostatniej sceny siódmego sezonu GoT
Idzie ich ogromna ilość, wśród nich kroczą olbrzymy. Tormund i Beric są przerażeni, słychać trąby. Nagle armia staje, jakby na coś czekała. Słychać ryk smoka i zaraz nadlatuje Nocny Król na grzbiecie Viseriona. Smok zieje błękitnym ogniem i zaczyna niszczyć Mur. Tormund i Beric uciekają i krzyczą, by inni zrobili to samo. Dzicy i Bracia z Nocnej Straży zbiegają schodami w dół, a smok kontynuuje dzieło zniszczenia. W końcu błękitny ogień przebija się na drugą stronę, a spadające kawały lodu spadają na schody i budynki Wschodniej Strażnicy. Tromund i Beric biegną, a za nimi Mur zawala się. Upada spora część od strony morza. Armia rusza i przechodzi przez wyrwę. Umarli zmierzają na południe (Mocne zakończenie, ludzie z Wasteros mają się czego bać. Mam ogromną nadzieję, że Tormund i Beric zostali do końca na tej części Muru, która się nie zawaliła, bo inaczej wścieknę się na maxa za uśmiercenie jednej z moich ulubionych postaci.).

***
Ten odcinek był rewelacyjny, choć początek trochę przegadany. Najlepsze momenty to zdecydowanie Jon i Daenerys/ Rhaegar i Lyanna, szalony plot twist z Sansą i Aryą, śmierć Littlefingera i upadek Muru.
Aż trudno uwierzyć, że to już koniec siódmego sezonu, a jeszcze trudniej uwierzyć w to, że będziemy musieli czekać około 1,5 roku do ósmego i już ostatniego sezonu. Jak my to wytrzymamy? 😞

Fani GoT czekający na ósmy sezon
A Wy? Oglądaliście? Jak Wam się podobało się to, co zobaczyliście w ostatnim odcinku tego sezonu?


Źródło plakatu z grafiki: HBO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w Zaczytanej Dolinie!
Cieszę się, że tutaj zawitałeś. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad. Każdy komentarz jest dla mnie ważny i sprawia mi ogromną radość. Dzięki nim mogę również dowiedzieć się, co robię dobrze, a co źle. Nie bój się wypowiedzieć swojego zdania. :)
Ze swojej strony proszę tylko o wzajemny szacunek. :)


Żeby skomentować post, nie trzeba się logować. Zachęcam także do polubienia profilu ma facebooku i obserwowania na instagramie!