wtorek, 14 listopada 2017

Ognisty krzyż – Diana Gabaldon

Przyznać muszę, że tak jak uwielbiam serię Obca i cztery pierwsze tomy połykałam w szybkim tempie mimo sporych gabarytów każdej z części, tak z piątym miałam niemały kłopot. Książkę zaczęłam czytać w, uwaga, uwaga, lutym, ale po około 350 stronach, które mi się dłużyły, odłożyłam ją na półkę i tak przeleżała ona niedokończona przez ładnych kilka miesięcy. Dopiero niedawno postanowiłam ją dokończyć, bo po paru odcinkach trzeciego sezonu Outlandera zatęskniłam za książkowymi pierwowzorami Jamiego i Claire. Powrót do świata wykreowanego przez Dianę Gabaldon był jak powrót w dobrze znane strony. Nie sądziłam, że aż tak bardzo mi tego brakowało.

Podczas zlot Szkotów Jamie dostaje od gubernatora Karoliny Północnej rozkaz uformowania oddziałów milicji, które mają rozprawić się z Regulatorami buntującymi się przeciwko obowiązującemu prawu. Jamie i Claire wiedzą, że wkrótce w Ameryce wybuchnie wojna domowa, starają się jakoś do niej przygotować i mimo wszystko prowadzić normalne życie w Fraser's Ridge.

Zanim cokolwiek napiszę o wrażeniach z lektury powieści, muszę ponarzekać. Nie wiem, czyja to wina, który z tłumaczy wymyślił ten koszmar, ale należy mu się za to jakaś surowa kara. Nie wiem, chłosta jakaś czy coś? W poprzednich tomach Jamie zwraca się do Claire pieszczotliwym określeniem „Angielko”, będącym tłumaczeniem słowa „Sassenach” – szkockiego określenia  Anglików. W tym tomie, o zgrozo, polski czytelnik zostaje uraczony zamiast tego „Angliszką”. Brrr... Kiedy to zobaczyłam, aż przeszedł mnie dreszcz. To brzmi źle, bardzo źle. Za każdym razem, kiedy widziałam to słowo, było ono jak bolesny zgrzyt, o którym starałam się zapomnieć. Ilekroć pojawiało się ono w tekście, starałam się sobie wyobrazić, że zamiast tego szkaradnego potworka stoi tam tak dobrze znane mi „Angielko”. Niby taki drobiazg, a potrafi strasznie zirytować.

Ognisty krzyż jest pierwszym tomem, który nie ma wyraźnego motywu przewodniego. W Obcej na pierwszy plan wysuwa się pragnienie powrotu Claire do jej czasów, w Uwięzionej w bursztynie – plan powstrzymania pogromu Szkotów pod Culloden, w Podróżniczce jest po podróż do Indii Zachodnich i ratowanie młodego Iana, w Jesiennych werblach zaś na pierwszy plan wysuwa się przejście Brianny i Rogera przez kamienie i budowa Fraser's Ridge. W tym tomie czegoś takiego nie ma. Początkowo byłam przekonana, że to walka z Regulatorami będzie tutaj głównym wątkiem, szybko okazało się jednak, że nic z tego. Ta część obfituje w różne wątki, ale żaden z nich nie wysuwa się szczególnie na pierwszy plan. Diana Gabaldon skupiła się w ogromnej mierze na życiu codziennym bohaterów, co jednak nie oznacza, że nie ma tutaj wydarzeń pełnych emocji i trzymających w napięciu. Nasze ukochane postacie przeżywają przeróżne przygody, czasami z dość dramatycznym przebiegiem.

Cenię Dianę Gabaldon za to, że nawet jeśli w nowym tomie kontynuuje przerwany wątek z poprzedniej części, zawsze dba o to, by czytelnik umiał się na nowo odnaleźć w jej opowieści. Autorka przypomina minione wydarzenia, dlatego nietrudno wgryźć się w fabułę nowego tomu. Moje początki z Ognistym krzyżem były mimo to nieco oporne. Jeden dzień ze zlotu jest opisywany bardzo obszernie i szczegółowo i chyba po raz pierwszy miałam wrażenie, że autorka za mocno rozwleka jego wydarzenia w czasie. To chyba właśnie to rozwlekanie sprawiło, że odłożyłam książkę na kilka miesięcy. Kiedy jednak do niej wróciłam, od razu odnalazłam w niej przyjemność płynącą z lektury, czytałam ją z zapartym tchem, na parę godzin dziennie znikając w świecie XVIII-wiecznej Karoliny Północnej.

Diana Gabaldon nieustannie zachwyca mnie bogatym i drobiazgowym stylem, w który ubiera swoją opowieść. Opisy przyrody, domostw, garderoby, zwyczaje i rytuały, szkocki folklor, codzienne obowiązki wynikające z życia z pracy własnych rąk – Diana Gabaldon oddaje to z ogromną precyzją i dbałością o szczegóły. W tym tomie jest co obserwować – śluby, chrzciny, polowania, uprawa roślin, rozbudowa Fraser's Rigde, wytwarzanie różnych dóbr.
Całą serię uwielbiam za zderzenie XX-wiecznego podejścia do życia podróżników w czasie (w końcu nie tylko Claire udało się cofnąć w czasie) z realiami życia w XVIII wieku. Szczególnie zaś uwielbiam te wątki, w których Claire stara się dostosować wiedzę medyczną z XX wieku do narzędzi i środków dostępnych w wieku XVIII. W Ognistym krzyżu kilka scen zrobiło na mnie szczególne wrażenie – np. kiedy Claire udało się złożyć mikroskop i pokazywała Jamiemu jego możliwości, gdy hodowała pleśń do celów medycznych i to, co z tego wynikło, czy sceny, w których znalazła zaskakujące zastosowanie dla zębów jadowych węża. Wyobraźni autorce nie brakuje.

Dianie Gabaldon nie można odmówić także talentu do wzbudzania emocji. Nie oszczędza przy tym ani czytelnika, ani swoich bohaterów. Przygody moich ulubionych postaci sprawiły, że niekiedy otwierałam szeroko oczy ze zdziwienia, innym razem zaś w napięciu, drżąc o losy bohaterów, przewracałam kolejne strony, obawiając się tego, co tam znajdę. Kilka razy udało się autorce doprowadzić mnie do łez, nieraz też podczas lektury wybuchałam gromkim śmiechem.

Serię Obca kocham za kreację postaci.W tym tomie autorka urzekła mnie tym, jak rozwinęła relacje pomiędzy bohaterami oraz postacie, w szczególności Brianny i Rogera, którzy dojrzewają i uczą się siebie wzajemnie. Ich związek kwitnie. Uwielbiam również chemię i uczucia, jakie istnieją między Claire i Jamiem – nie tracą na sile, a jedynie umacniają się. Ich wzajemne zapewniania o miłości i oddaniu niezmiennie rozgrzewają moje serce. W tym tomie podobało mi się także to, jak rozwinęła się relacja na linii Jamie – Roger.
Warto wspomnieć, że do tej pory Claire pełniła rolę głównej narratorki powieści. Inne postacie także pojawiały się w narracji trzecioosobowej, ale to narracja z punktu widzenia Claire dominowała w poprzednich częściach. W Ognistym krzyżu Diana Gabaldon większą niż zwykle część opowieści oddała w ręce Jamiego, Brianny i Rogera, dzięki czemu książka sporo zyskała.

Ognisty krzyż, mimo początkowych trudności i sporej przerwy w czytaniu, okazał się bardzo dobrą kontynuacją serii, jego zakończenie zaś okazało się całkiem zaskakujące. Dwa jego elementy zostawiły mnie z efektem „wow!”. Na pewno jest to tom nieco inny niż wcześniejsze, głównie ze względu na brak jakiegoś wątku głównego. Zapewne jest to także dopiero wstęp do bardziej dynamicznych wydarzeń, w końcu na horyzoncie pojawi się wkrótce wojna domowa. Gdyby nie fakt, że mam teraz kilka książek do przeczytania, sięgnęłabym po Tchnienie śniegu i popiołu od razu. Nie mogę doczekać się jego lektury.

Jeśli czytaliście poprzednie tomy, oczywistym jest to, że musicie sięgnąć po Ognisty krzyż. Jeśli zaś, podobnie jak mnie, początek będzie Wam szedł opornie, nie zrażajcie się, warto czytać dalej. Polecam!


Szczegółowe informacje:
Tytuł: "Ognisty krzyż"
Autor: Diana Gabaldon
Tytuł oryginalny: "The Fiery Cross"
Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik, Anna Dorota Kamińska, Marianna Płusa, Małgorzata Strzelec
Seria: Obca – tom V
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wyd.: 2015
Stron: 1248
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 39,90 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w Zaczytanej Dolinie!
Cieszę się, że tutaj zawitałeś. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad. Każdy komentarz jest dla mnie ważny i sprawia mi ogromną radość. Dzięki nim mogę również dowiedzieć się, co robię dobrze, a co źle. Nie bój się wypowiedzieć swojego zdania. :)
Ze swojej strony proszę tylko o wzajemny szacunek. :)


Żeby skomentować post, nie trzeba się logować. Zachęcam także do polubienia profilu ma facebooku i obserwowania na instagramie!