czwartek, 11 stycznia 2018

Pan Wyposażony – Lauren Blakely [PREMIERA]

Lubię, kiedy książka pozytywnie mnie zaskakuje. Szczególnie zaś lubię te przypadki, kiedy znajduję w niej więcej, aniżeli zakładałam, że w niej znajdę. Takim zaskoczeniem właśnie okazała się powieść Pan Wyposażony, która dzisiaj ma swoją premierę.

Spencer Holiday ma wszystko, czego mieszkający w Nowym Jorku singiel może oczekiwać od życia. Ma własny, dochodowy biznes i ładne mieszkanie, jest młody, przystojny, pewny siebie, więc kobiety lgną do niego jak pszczoły do miodu, a on wie, jak sprawić im przyjemność. Jest playboyem i wcale mu taka łatka nie przeszkadza.
Opinia, jaka krąży o Spencerze, może być jednak problemem dla jego ojca, który właśnie zamierza sprzedać sieć sklepów jubilerskich. Kupiec, pan Offerman ceni sobie tradycyjne wartości rodzinne i nie chce by biznes, który ma zamiar wkrótce kupić, jakkolwiek kojarzony był z mężczyzną, o którym rozpisują się brukowce. Żeby pomóc ojcu, Spencer posuwa się do „małego” kłamstwa – oświadcza na wspólnym spotkaniu biznesowym, że właśnie zaręczył się z Charlotte, swoją wieloletnią przyjaciółką i wspólniczką w interesach.
Charlotte jest zaskoczona propozycją Spencera, by udawać jego narzeczoną przez tydzień, ale przystaje na ten układ, gdyż sama widzi w nim okazję do rozwiązania pewnych osobistych problemów. Oboje przekonani są, że kilkudniowe przedstawienie nie zniszczy ich przyjaźni. Problem jednak w tym, że coś, co miało być tylko fikcją, zaczyna chwilami wyglądać niepokojąco prawdziwie. 
Co jednak się stanie, jeśli prawda o udawanym związku wyjdzie na jaw?

Przyznam szczerze, że sięgając po tę książkę, nie miałam wobec niej zbyt wysokich wymagań. Wręcz przeciwnie, obawiałam się, że okaże się ona raczej kiepska. Bo wiecie, żeby napisać dobrą powieść erotyczną – taką, która nie zalewa pokładami zażenowania podczas lektury i poza samym seksem oferuje czytelniczce jakieś emocje – trzeba mieć talent. Wbrew pozorom tutaj też trzeba wykazać się jakimś zmysłem smaku, mimo iż sam gatunek do górnolotnych nie należy. Nie każdy to potrafi, o czym nieraz się przekonałam. W przypadku Pana Wyposażonego parę rzeczy budziło moje obawy o poziom powieści – od hmm... niecodziennego tytułu, poprzez dosadną okładkę, po niewielką objętość książki – no bo czy można na 240 stronach zmieścić dobrą powieść erotyczną, która ma w sobie coś więcej, niż tandetnie opisane sceny łóżkowe? W tej chwili niektórzy z Was mogą zadawać sobie pytanie, czemu w takim razie zdecydowałam się po nią sięgnąć? Odpowiedź jest prosta. Lubię poznawać nowych autorów, lubię powieści erotyczne i czasem po prostu liczę, że moje pierwsze wrażenie jest mylne. I tutaj przyznam szczerze, że początek książki wcale tych obaw nie rozwiał, a wręcz przeciwnie. Czemu? No cóż, we wstępie główny bohater chwali się  głównie swoimi podbojami i... rozmiarem swojego penisa. Tak, dobrze przeczytaliście. Czytaliście kiedykolwiek książkę, która tak się zaczyna? Ja nie. Niezrażona jednak tym faktem, zagłębiłam się w lekturze i wiecie co? Nie odłożyłam książki, póki jej nie skończyłam.  Nie sądziłam, że wciągnie mnie ona tak bardzo, że połknę ją w całości. Okazuje się, że jednak można na tak niewielu stronach napisać porywający romans z niejednym „momentem”, który nie wzbudza zażenowania warsztatem autora.

Sekretem tego, że ta historia zagrała, jest fakt, że autorka zdecydowała się na romans między postaciami, które znają się od lat. Gdyby zechciała bawić się w oklepany motyw miłości od pierwszego wrażenia, ta historia nie byłaby tak apetyczna. Jakoś tak często motyw instalove wydaje mi się w powieściach sztuczny, bo trudno mi uwierzyć, że można decydować się na ogromne zmiany w życiu z kimś, kogo prawie nie znasz. Nie wierzę w deklaracje wielkiej miłości do kogoś, o kim wielu rzeczy po prostu nie wiesz. Tutaj na szczęście tego nie ma. Spencer i Charlotte znają się od lat, wiedzą o sobie prawie wszystko, mogą na sobie polegać, uwielbiają swoje towarzystwo i rozumieją się w lot. Tutaj zdecydowanie łatwiej było mi uwierzyć, że w odpowiednich warunkach romans między nimi ma szansę zakwitnąć.

Powieść w całości napisana jest z punktu widzenia Spencera i to też chyba sprawiło, że dobrze mi się ją czytało. Spencer do tej pory nie bawił się w związki, nie angażował uczuć w relacje z kobietami i to, co dzieje się między nim a Charlotte, jest dla niego zupełnie nowe. Odkrywa on kompletnie nieznane sobie rzeczy i tym właśnie zdobył moją sympatię. Również Charlotte nie dało się nie lubić, choć jeśli miałabym powiedzieć, za co ją polubiłam, miałabym problem, by to określić – powiedzmy, że to jej całokształt o tym zaważył. Podobała mi się także chemia, jaka pomiędzy bohaterami zaistniała. Tutaj aż iskrzy od pożądania podsycanego przez uczucia.

Pan Wyposażony, trzeba to przyznać, to powieść dosyć pikantna. Scen erotycznych jest tutaj kilka, ale z pewnością spodobają się one tym czytelniczkom, które lubią, kiedy autorka nie oszczędza pieprznych szczegółów, ani nie bawi się w ugrzecznienia. Lauren Blakely ma warsztat, te sceny aż kipią namiętnością, a przy tym nie zalatują tandetą. Jej styl w tej kwestii przypomina mi powieści Emmy Chase, Sylvii Day czy K. Bromberg.

Ktoś mógłby stwierdzić, że hej, przecież romans między przyjaciółmi to też nic nowego, to też już było wiele razy. Pewnie będzie miał rację, ale wiecie co? Nie mam nic przeciwko powieściom, które powielają jakieś motywy, o ile są one dobrze napisane. Nawet powieść oparta o oklepany wątek może się spodobać, o ile ma w sobie to coś, co sprawia, że nie czujesz tego, że czytasz coś, co już gdzieś było. Dla mnie Pan Wyposażony jest właśnie taką powieścią.

Lauren Blakely zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Trochę żałuję, że ta książka nie była dłuższa, bo zdecydowanie chcę więcej. Autorka zaostrzyła mój apetyt na kolejne jej powieści i jeśli takowe zostaną wydane w Polsce, z ogromną chęcią po nie sięgnę.
Komu poleciłabym lekturę Pana Wyposażonego? Wielbicielkom powieści erotycznych, które poszukują nowych autorek do odkrycia lub po prostu marzą o relaksie przy lekkiej, ale porywającej książce.


Szczegółowe informacje:
Tytuł: "Pan Wyposażony"
Autor: Lauren Blakely
Tytuł oryginalny: "Big Rock"
Tłumaczenie: Wojciech Białas
Wydawnictwo: Editio Red
Rok wyd.: 2018
Stron: 240
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 34,90 zł







Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Editio Red.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w Zaczytanej Dolinie!
Cieszę się, że tutaj zawitałeś. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad. Każdy komentarz jest dla mnie ważny i sprawia mi ogromną radość. Dzięki nim mogę również dowiedzieć się, co robię dobrze, a co źle. Nie bój się wypowiedzieć swojego zdania. :)
Ze swojej strony proszę tylko o wzajemny szacunek. :)


Żeby skomentować post, nie trzeba się logować. Zachęcam także do polubienia profilu ma facebooku i obserwowania na instagramie!