niedziela, 29 października 2017

Until November – Aurora Rose Reynolds

Sięgając po kolejną książkę do przeczytania, oczekuję dobrej rozrywki. Są jednak takie powieści, w których dość szybko pojawiają się zgrzyty. Okazuje się, że fabuła jest kiepska, styl nie porywa, a bohaterowie irytują od samego początku. Z nadziei na dobrą rozrywkę wychodzi jedno wielkie rozczarowanie. Taką właśnie książką okazało się Until November Aurory Rose Reynolds.

November właśnie przeprowadza się z Nowego Jorku do niewielkiego miasteczka w Tennessee. Decyzję o przeprowadzce podjęła po napaści, z której nie wyszłaby cało, gdyby nie pies, który zaatakował napastnika i uratował jej życie. Dziewczyna ucieka od przeszłości i despotycznej matki, która nigdy jej nie kochała. W Tennessee czeka na nią ojciec, z którym z winy matki nie utrzymywała kontaktów. Ma nadzieję pod jego skrzydłami i z psim obrońcą u boku zacząć nowy rozdział w życiu.
Na miejscu November szybko się zadomawia, zostaje ciepło przyjęta przez rodzinę, której do tej pory nie znała, i dostaje pracę jako księgowa w należącym do jej ojca klubie ze striptizem. Tam poznaje także szefa ochrony, Ashera. Mężczyzna jest bardzo przystojny, ale jego zachowanie nie robi na niej zbyt pozytywnego wrażenia. Przewrotny los sprawia jednak, że między nimi pojawia się wzajemna fascynacja, która szybko przeradza się w związek. November nie będzie dane jednak spokojne życie. Ktoś próbuje ją zastraszyć. Kim jest i dlaczego to robi?

Już pierwszych czterdzieści stron tej książki wystarczyło, bym stwierdziła, że jej lektura nie będzie lekka, łatwa i przyjemna. Pierwsze wrażenie, jakie wywarli na mnie jej bohaterowie, dalekie było od pozytywnego. November dała się poznać jako głupiutka i naiwna dziewucha, która zachwyca się powierzchownością Ashera i nie tylko kompletnie ignoruje jego pożałowania godne zachowanie, ale wręcz przeprasza, że jej obecność może mu nie odpowiadać. Totalnie zaś zirytowało mnie jej przekonanie o tym, że ludzie mówiący do zwierząt to wariaci. Równie negatywne wrażenie wywarł na mnie Asher. On z kolei dał się poznać jako cham i prostak. Nie wiem, być może ja jestem dziwna, ale dla mnie nawet boska uroda blaknie kompletnie, gdy facet zachowuje się jak totalny burak.

Niestety, moja ocena bohaterów powieści nie uległa jakiejś specjalnej zmianie, wraz z tym, jak ich historia się rozwijała. W ostatecznym rozrachunku November okazała się nawiną, otumanioną jakąś wydumaną „Asherową mgłą” dziewczyną, która chwilami zachowuje się jak mentalna pięciolatka, Asher zaś okazał się facetem o osobowości doktora Jekylla i pana Hyde'a, który w jednej chwili potrafi być słodki jaki cukierek, w kolejnej zaś szaleć z byle powodu i używać jako przecinków przekleństw na literę K. To jeszcze nie wszystko. Książka w ogromnej mierze napisana jest z punktu widzenia November, ale w kliku fragmentach do głosu został dopuszczony także Asher. Oboje mają irytującą skłonność do zawieszania się i zapominania, że znajdują się w czyimś towarzystwie, gdy ich myśli zaprząta akurat to drugie. Coś strasznego. Tej dwójki po prostu nie dało się polubić. Podobnie sprawy mają się z postaciami drugoplanowymi, które są do bólu bezbarwne i mdłe. 

Miłość od pierwszego wejrzenia nie jest jednym z moich ulubionych motywów w romansach, ale nawet taki motyw można ciekawie wykreować. Tutaj tego nie ma. Początek związku bohaterów jest po prostu absurdalny, absurdalne jest także tempo, w jakim się on rozwija.  Po dosłownie jednej randce zaczynają ze sobą mieszkać! Kto tak robi?! Ich relacja nie wzbudziła we mnie żadnych pozytywnych emocji, wręcz śledziłam ich losy i rozterki z politowaniem. Kiepsko wypadają także sceny erotyczne, które nierzadko kończą się tak oklepanym rozpadaniem na milion kawałków.

Until November okazało się po prostu słabą powieścią. Banalna, przewidywalna i nieco naiwna fabuła, bardzo prosty styl, niepotrzebne powtórzenia – kilka razy miałam ochotę porzucić dalszą lekturę i darować sobie jej dokończenie. W bólach jednak dotrwałam do końca. Książka niestety ani nie porywa, ani nie zachwyca. Kroplą, która przelała czarę goryczy, były podziękowania, w których autorka dziękuje w pierwszej kolejności Bogu. Serio? Dziękować Bogu za napisanie powieści erotycznej? Czy tylko mnie coś tutaj nie pasuje?

Aurora Reynolds nie zachęciła mnie do tego, by kontynuować znajomość z jej twórczością. To moje pierwsze z nią spotkanie i zdecydowanie ostatnie. Na więcej nie mam siły. Kompletnie nie rozumiem zachwytów nad tą książką. Jakim cudem zbiera ona dobre oceny, pozostanie dla mnie zagadką. Tej książki, niestety, nie polecam.


Szczegółowe informacje:
Tytuł: "Until November"
Autor: Aurora Rose Reynolds
Tytuł oryginalny: "Until November"
Tłumaczenie: Olgierd Maj
Seria: Until – tom I
Wydawnictwo: Editio Red
Rok wyd.: 2017
Stron: 256
Oprawa: miękka
Cena okładkowa: 39,90 zł






Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Editio Red.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj w Zaczytanej Dolinie!
Cieszę się, że tutaj zawitałeś. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad. Każdy komentarz jest dla mnie ważny i sprawia mi ogromną radość. Dzięki nim mogę również dowiedzieć się, co robię dobrze, a co źle. Nie bój się wypowiedzieć swojego zdania. :)
Ze swojej strony proszę tylko o wzajemny szacunek. :)


Żeby skomentować post, nie trzeba się logować. Zachęcam także do polubienia profilu ma facebooku i obserwowania na instagramie!